ABC ogrzewania według Ziętarskich

Sezon grzewczy rozpoczyna się na dobre. Więc to już ostatnia chwila aby zadbać o sprawność ogrzewania w domu. Warto dokonać przeglądu czy też zamontować nowy lepszy kocioł.

Z takim oto problem spotkał się jedne z mieszkańców Dzierżoniowa, który zakupił gazowy kocioł firmy BOSCH/Junkers i zlecił pierwsze uruchomienie firmie ABC CENTRUM Ziętarscy ul. Nowowiejska 22D z Dzierżoniowa. Firma została polecona przez przedstawiciela firmy BOSCH i od razu na początku zaczęły się problemy.

ABC Ziętarscy

Pan Ziętarski jest osobą „strasznie zabiegana” tak bardzo że po przyjęciu zlecenia nie miał czasu aby ustalić termin, przestał wręcz odbierać telefony, a to choroba a to wesele a to brak zasięgu i tak tygodniami …. Na nic zdały się prośby klienta czy przedstawiciela firmy BOSCH.

W końcu jednak znalazł czas i przyjechał, zabrał dokumenty i znów znikł. Nadal nie odbierał telefonów, umawiał się pnie przyjeżdżał. W końcu zdenerwowany klient wynajął kancelarię adwokacką do odzyskania swojej dokumentacji dotyczącej pieca gazowego.

To w końcu poskutkowało, dzień po wysłaniu przez adwokata żądania zwrotu dokumentacji do nierzetelnego serwisanta Pana Ziętarskiego stawił się on i oddał papiery – bez słowa wytłumaczenia i bez przeprosin. Całą operacja trwała kilka tygodni i skończyła się wizyta innego solidnego już serwisanta. Szkoda tylko że BOSCH i Junkers firmują tak niesolidną firmę jak ABC Ziętarscy.

Dlatego przez wyborem serwisanta czy sprzedawcy warto sprawdzić opinie aby się nie przejechać jak nasz czytelnik.

Próbowaliśmy się kontaktować z Panem Romanem Ziętarskim jednak bez żadnego skutku i odpowiedzi z jego strony.

LC

Mieroszów: Justyna J. oraz jej małżonek Bartłomiej J. poza zarzutami oszustwa będą mieć jeszcze większe problemy z prawem

Jak informowaliśmy na naszych łamach – Taras marzenie niespełnione – para z Mieroszowa zdaniem prokuratury oszukała kilkanaście osób. Mechanizm ich działania był dość podobny. Bartłomiej J. przyjmował zlecenie i podpisywał umowy podając na umowie, do wpłat zaliczek/zadatków rachunek bankowy swojej żony Justyny J. Oczywiście nie informował o tym osoby wpłacając a były to kwoty od kilku tysięcy do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Po tygodniach lub miesiącach uników stosowanych przez małżeństwo J. klienci dowiadywali się że to ich wina że nie mają wykonanych prac. Sprawa skierowana był przez oszukane osoby do sądu, który orzekał konieczność zapłaty przez Bartłomieja J. i potem komornik oznajmiał, że Bartłomiej J. nie ma majątku ma wiele innych egzekucji w tym zaległe od 11 lat alimenty na kwotę kilkudziesięciu tysięcy złotych i z egzekucji niczego nie będzie. Czyli oszukani przez małżeństwo J. z Mieroszowa niczego nie odzyskają mimo prawomocnych wyroków.

O taki proceder w zeszłym roku Bartłomieja i Justynę J. oskarżyła prokuratura i skierowała akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Wałbrzychu.

Z takim obrotu sprawy nie chcieli jednak zgodzić się pokrzywdzeni ponieważ nie do końca została wyjaśniona rola Justyny J. oraz fakt ukrywania przez nią środków wpłacanych przez klientów na rachunek poddawany w umowach przez jej męża Bartłomieja J. Zdaniem pokrzywdzonych działali oni wspólnie i w porozumieniu w celu oszukania ich a także w celu uniknięcia egzekucji komorniczych w tym tej prowadzonej od ponad 11 lat przez komornika z Wałbrzycha pod sygnatura akt KM 15/11 dotycząca uporczywego uchylania się od obowiązku alimentacyjnego na rzez małoletniej córki.

W efekcie sprawa otarła się o Sąd Okręgowy w Świdnicy, który przyznała rację pokrzywdzonym i nakazał prokuraturze zbadania rachunków bankowych małżeństwa J. odszukanie dalszych poszkodowanych osób oraz ustalenie jaką rolę w przestępczym procederze dokładnie pełniła Justyna J. Sąd także wytknął wiele błędów popełnionych przez prokuraturę.

Tym samym wszystko wskazuje na to , iż Bartłomiej J. oraz Justyna J. odpowiedzą nie tylko za niektóre zarzucane im oszustwa ale także za inne ciężkie przestępstwa w tym przestępstwa karnoskarbowe ponieważ działalnością małżeństwa zaintrygowała się także Izba Administracji Skarbowej we Wrocławiu w związku z uchylaniem się od zapłaty należnych podatków.

O dalszym biegu sprawy będziemy informować.

Postanowienie-SO-Swidnica-26.10.2022-anonimizoane

Jak drożeje używane BMW X7 …

Na wstępie pragniemy wyraźnie zaznaczyć, iż nie komu nie żałujemy zarobków w handlu autami. Jeśli tylko robi to profesjonalnie, uczciwie i znajduje klientów na swoje samochody to jest to jego sprawa i jego zysk. Niemniej jednak trafiła się nam jedyna chyba okazja aby prawie od wnętrza sprawdzić jak działa rynek aut używanych i to tych znacznie znacznie drożnych.

Chodzi o samochód BMW X7 z 2020 roku nr rej. LU440KN numer VIN: WBACW810809C59646, który we wrześniu br. był wystawiony na jednym z popularnych portali z ogłoszeniami za kwotę 415 tys. zł. Auto było w stanie dobrym może nawet bardziej niż dobry ale nie idealnym.

źródło: otomoto.pl

Były pewne wady tego auta, które okazały się zbyt poważne jak dla osoby która była zainteresowana zakupem. Chodziło przede wszystkim jednak o szkodę jaką miało auto, uszkodzoną przednią szybę, stan opon letnich – do wymiany oraz nie do końca jasną sprawę z chyba – podkreślamy chyba lakierowanym błotnikiem.

W efekcie po dłuższych negocjacjach właściciel był gotowy sprzedać auto za 380 tys. zł brutto ale do transakcji jednak nie doszło.

Jednak za chwilę te samo auto pojawiło się na tym samym portalu już za kwotę 479 tys. zł czyli prawie 100 tys. zł więcej niż deklarowana cena sprzedaży przez pierwszego właściciela. 100 tys. zł zarobku na używanym aucie – ponad 25% zarobku – wow. Taka kwota robi wrażenie i jeśli auto rzeczywiście zostanie sprzedane za taką kwotę możemy jedynie pogratulować „Samochodom z klasą” z Krakowa że potrafią sprzedawać auta.

źródło: otomoto.pl

Nie wiem jak nasi czytelnicy ale nam do tej pory wydawało się że zarobki na używanych autach to jednak idą w pojedyncze procenty, ale okazuje się to może być nawet grubo ponad 20%. Nie ukrywam że to nas zaskoczyło i stało się powodem mocnego zdziwienia.

Osoby które chciałby się zapoznać z pełną oceną w/w pojazdu prosimy o kontakt z naszą redakcją.

AKTUALIZACJA

Opisywany samochód jednak staniał co prawda tylko o 2 tys zła ale jednak. Obecna cena na stronie sprzedawcy 477 tys zł.

źródło: samochodyzklasa.pl

LC

Raport_autoDNA_WBACW810809C59646

Jak Toyota kpi ze swoich klientów

Wydawało się nam, że takie zachowanie i traktowanie klientów to domena drobnych cwaniaczków z różnych szemranych komisów czy handlarzy autami z importu prywatnego (nie obrażając tych, którzy działają całkiem profesjonalnie..). Ale opisywana poniżej historia uzmysłowiła nam z jaką patologią możemy spotkać się w oficjalnej autoryzowanej sieci dilerskiej, dodajmy sieci Toyota.

Postaramy się być bardzo skrupulatni w opisaniu tego przypadku – szczególnie iż dealer Toyota Centrum z Wrocławia nabrał wody w usta i milczy, natomiast importer Toyota Polska ….. bada sprawę i też tak naprawdę milczy.

Nasz czytelnik – jak nam opisał – pewnego wiosennego dnia bieżącego roku postanowił zakupić fabrycznie nowy pojazd – HIGHLANDER_HSD 5SUV 2.5H248 CVT4 EXECUTIVE [EXECUTIVE] i w celu realizacji zakupu wybrał dealera we Wrocławiu – Toyota&Lexus Centrum Wrocław Sp. z o.o. ul. Legnicka 164-168, Wrocław – a dokładnie salon na ulicy Klecińskiej 155 we Wrocławiu. Zawarł dnia 19 maja 2022 roku umowę nr 0000292/2022 w której określono między innymi „Przewidywana data wydania Samochodu to 2022-08-31”. Po wpłaceniu zaliczki w wysokości ponad 100 tys. zł, umowa weszła w realizację i po wakacjach samochód miał być gotowy do odbioru.

13 czerwca 2022 roku nasz czytelnik pozwolił sobie nieśmiało, mailem zapytać czy coś wiadomo na temat realizacji i produkcji Highlandera. Następnego dnia otrzymał od pracownika salonu Toyoty jakże dobrą wiadomość „Dzień dobry na ten moment data w systemie maksymalna to 31.08 Samochód jest wyprodukowany i jest w transporcie. Póki co ciężko określić dokładną datę

Właściwie można było już tylko czekać na koniec sierpnia planując jakiś dalszy wypad Toyotą. Ale jeszcze w lipcu br. klient dzwonił do salonu Toyoty, aby upewnić się że wszystko jest jak należy i takie zapewnienie otrzymał, że jak tylko samochód przypłynie do Europy to znany będzie dealerowi jego numer VIN i szczegóły dostawy. Być może nawet samochód będzie przed terminem zapisanym w umowie.

W połowie sierpnia 2022 roku przed wyjazdem na urlop, w związku z brakiem dalszych informacji klient jeszcze raz zadzwonił do dealera Toyoty i zostało zapewniony że termin 31 sierpnia 2022 jest aktualny, auto jest wyprodukowane, jest w Belgii chyba i czeka na transport. To „chyba” zaniepokoiło lekko klienta, ale cóż .. wiadomo w transporcie znaczy w ruchu.. ważne, że idzie planowo i po urlopie miał już jeździć nową Toyotą.

Po urlopie rzeczywiście sprawy potoczyły się już błyskawicznie, ale nie w oczekiwany sposób.

26 sierpnia 2022 klient otrzymuje od dealera Toyoty maila o treści „Dzień dobry Samochód jest w transporcie i nie jestem w stanie odpowiedzieć kiedy dokładnie będzie dopóki nie otrzymamy awizacji transportu do naszego salonu. Na ten moment samochód jest „gdzieś” między Belgią a Polską

Jeszcze 26 sierpnia 2022 klient otrzymuje kolejnego maila w odpowiedzi na zgłaszane wątpliwości „….. samochód się już dawno wyprodukował więc takiego ryzyka nie ma. Wiemy o problemach z transportem kolejowym z Belgi gdzie samochody przypływają do europy, stąd opóźnienia. Nr VIN widzimy w momencie kiedy samochód pojawia się na składnie w Mszczownowie pod Warszawa a nie w Europie jak ktoś powiedział a wtedy firma logistyczna ma 10 dni roboczych na dostawę auto do naszego salonu.” (pisownia oryginalna)

W końcu po wymianie maili, dnia 30 sierpnia 2022 roku klientowi został założony profil w serwisie Moja Toyota i tego dnia klient otrzymał maila oraz SMSa z informacją, z której jasno wynikało, że… w dniu dzisiejszym to jest 30 sierpnia 2022 roku ROZPOCZEŁA SIĘ PRODUKCJA zamówionego Highlandera, którego odbiór był palowany na dzień 31 sierpnia 2022 rok i według dealera Toyoty od 13 czerwca 2022 był już WYPRODUKOWANY I W TRANSPORCIE!!!

SMS do klienta

Klient starał się zainteresować sprawą Toyota Polska pisząc na adres klient@toyota.pl i dzwoniąc na wskazane numery telefonu – bez jakiejkolwiek reakcji ze strony Toyota. Także bez jakiejkolwiek reakcji pozostał dealer Toyota Centrum z Wrocławia poza radą, że jeśli klient nie jest zadowolony to może rozwiązać umowę i kwota zostanie zwrócona.

Od dnia 13 czerwca 2022 roku byłem systematycznie i z premedytacją okłamywany przez Toyotę co do realizacji zawartej umowy. Jak wynika z aktualnej informacji z systemu Moja Toyota auto nie było wyprodukowane ani 13 czerwca ani 26 sierpnia 2022 roku, ponieważ jego produkcja, jak wskazuje system, rozpoczęła się dopiero 30 sierpnia 2022 roku. NIKT z Toyoty nie pofatygował się wyjaśnić tej sytuacji mimo, iż starałem się kontaktować z importerem i dilerem. – mówi nam rozżalony klient Toyoty.

Tak właśnie mit niezawodności i świetnej organizacji Toyoty legł w gruzach, niestety na krętactwie nie da się zbudować i utrzymać solidnej marki. Ten przykład jak w soczewce ogniskuje wszystko co najgorsze w branży sprzedaży samochodów i szkoda, że dotyczy to Toyoty.

Zapytaliśmy także Toyota Polska o sprawę, do chwili publikacji nie otrzymaliśmy żadnej merytorycznej odpowiedzi poza tym, iż „Toyota bada sprawę”.

AA


Zamówiony pojazdy Toyota Highlander
Stan zamówionego pojazdu na dzień 30 sierpnia 2022

Bartłomiej J. oraz jego żona Justyna J. oskarżenie o oszustwa – jest akt oskarżenia

Do Sądu Rejonowego w Wałbrzychu wpłynął akt oskarżenia przeciwko Bartłomiejowi J. oraz jego żonie Justynie J. Proceder jaki stosowali małżonkowie został przez nas opisany w materiale „Taras marzenie niespełnione” i jak się okazuje miał szerszą skale niż to wynikało z naszych informacji.

W efekcie prokurator skierował do sądu akt oskarżenia zarzucając zarówno Justynie J. jak i Bartłomiejowi J. przestępstwa miedzy innymi z art. 286 kodeksu karnego.

Akta oskarżenia miał zostać odczytany na rozprawie w dniu 6 maja 2022 roku – sygn. akt III K 2532/21. Jednakże jedna z pokrzywdzonych osób wniosła o zwrot akt do prokuratury celem uzupełnienia aktu oskarżenia o inne przestępcze czyny jakich mieli dopuścić się małżonkowie. Chodzi tu przede wszystkim o unikanie egzekucji komorniczych z pokrzywdzeniem wierzycieli.

Wobec Bartłomieja J. od wielu lat prowadzone były egzekucje komornicze w związku z licznymi prawomocnymi wyrokami sądów. Prowadził ona jednak nadal działalność gospodarczą śmiejąc się w twarz swoim wierzycielom, którzy nie mogli odzyskać pieniędzy. Wspólnie z żona wymyślili mechanizm który miał ich rzekomo chronić przed odpowiedzialnością.

Umowy zawierane były na firmę Bartłomieja J. natomiast do rozliczeń podawany był rachunek bankowy żony Justyn J. Taki zabieg powodował że kwoty od klientów wpływały na rachunek bankowy Justyny J. który nie była zajęty przez komornika. Jednak kiedy z umowy nie wywiązywał się Bartłomiej J. – umowa była na jego firmę – klienci sądzili nie mieli szans na uzyskanie zwrotu żadnej kwoty ponieważ oficjalnie Bartłomiej J. niczego nie posiada.

Ten mechanizm zauważył jedne z pokrzywdzonych przez małżeństwo J. i zażądał zwrotu akt do prokuratury i ścigania ich także za inne popełnione czyny. Z wnioskiem zgodził się są i chyba sama prokuratura.

Tym samym dla Bartłomieja J. i jego żony Justyny J. zaczęły się nowe problemy a akt oskarżenia znacznie się wydłuży co może oznaczać także bardziej surowy wyrok pozbawienia wolności w zakładzie karnym.

Jarosław Kniaź- czy tak powinna wyglądać praca biegłego?

Do napisania artykułu skłoniła mnie przedstawiona przez osobę zainteresowaną opinia rzeczoznawcy sądowego w sprawie oględzin motocykla YAMAHA FJR 1300. Motocykl po wypadku był sprowadzony z USA, a osoba sprzedająca zapłaciła za niego 450 dolarów, gdy w tym czasie motocykl taki kosztował w USA 10.000 dolarów. Cena 450 dolarów pokazuje w jakim stanie motocykl był po wypadku. W Polsce osoba go sprzedająca nie posiadająca dokumentów zakupu części „wyremontowała” go i sprzedała za 42.000 zł. Tyle tytułem wprowadzenia o motocyklu.

Oczywistym było, że tak naprawiony motocykl posiada wady. Kupujący przedstawił już po zakupie motocykl do oględzin w Firmie K+K Motocykle w Dzierżoniowie. W firmie tej jako założyciel pracowałem w ówczesnym czasie, a moje doświadczenie z motocyklami datuje się na rok 1973 /rok założenia firmy/ czyli ponad 40 lat. Tak więc moja wiedza i praktyka wg mnie pozwala na podjęcia dyskusji na tematy spraw opisanych w opinii Pana biegłego.

Kupujący skierował sprawę do Sądu, który powołał do oceny biegłego sądowego Pana Jarosława Kniaź z Zielonej Góry.

W pierwszej kolejności postanowiłem zapoznać się z innymi opiniami Pana Jarosława Kniaź i sądziłem, że jak w wypadku innych biegłych czy rzeczoznawców takie informacje uzyskam w sieci Internetu. Niestety , ale Pan Jarosław Kniaź nie prezentuje w Internecie swoich opinii, również ciężko jest dowiedzieć się cokolwiek o kwalifikacjach i o samej osobie Pana Jarosława Kniaź. Po co takie informację? Dla przekazania czytelnikom pełnej wiedzy nie tylko na temat wg mnie szokującej opinii , ale też informacji mogących tłumaczyć sposób jej tworzenia i treści opinii.

Jak ustaliliśmy Pan Jarosław Kniaź lat około 65 posiada tytuł magistra i inżyniera najprawdopodobniej uzyskane w Wyższej Szkole Inżynierii Wsi (później Politechnika)

Pan Jarosław Kniaź jest biegłym sądowym, oraz w Wojewódzkim Inspektoracie Inspekcji Handlowej w Gorzowie Wielkopolskim pod nr. 23 wpisany jest na listę Rzeczoznawców do spraw jakości produkcji i usług. Co ciekawe podano adres Pana Jarosława Kniaź. Co utwierdziło mnie, że to ten sam Pan biegły , który napisał opinię. W dniu 29 maja 2002 roku Pan Jarosław Kniaź został wpisany pod nr. 49 na listę biegłych skarbowych Izby Administracji Skarbowej w Zielonej Górze. Te wpisy na listy i powołanie jako biegłego sądowego nie przedstawiają jednak potwierdzonych uprawnień czy certyfikatów jako rzeczoznawcy. Dla przykładu biegłym sądowym może zostać każdy kto potrafi wykazać znajomość zagadnienia w danej dziedzinie i jest powoływany przez Prezesa Sądu do którego wystąpił o wpisanie na listę biegłych.

Wracając do kwalifikacji Pana Jarosława Kniaź w/ g mnie niepokojące jest to, że w dniu 20 lutego 2020 roku stracił ważność certyfikat 147/02/05/08/11/14/17 Pana Jarosława Kniaź, wystawiany przez Stowarzyszenie Rzeczoznawców Techniki Samochodowej i Ruchu Drogowego „EKSPERTMOT”

Już na wstępie zachowani biegłego budziło moje wątpliwości, gdyż odmówił prawa rejestrowania dźwięku i obrazu kamerą , oraz wskazał jako miejsce oględzin serwis komercyjny ASO YAMAHA „Motorland” we Wrocławiu. Myślę, że to wzbudziło moje podejrzenia , gdyż w swej ponad 30 letniej praktyce po raz pierwszy spotkałem się z takimi warunkami biegłego, gdyż jeżeli nic nie chce ukryć i jestem pewny swej wiedzy to po pierwsze nie widzę przeszkód w nagrywania oględzin i oględziny wykonuje osobiście. Trudno powiedzieć czy z wygodnictwa czy braku znajomości tematu motocykli, biegły Pan Jarosław Kniaź nie wykonywał żadnej najmniejszej czynności w czasie oględzin. Czynności te wykonywał pracownik firmy „MOTORLAD” i tylko referował biegłemu co rzekomo stwierdza, a biegły wykonywał tylko notatki. I z tak przeprowadzonych oględzin w/g mnie wyszła jedynie wielka kompromitacja biegłego Pana Jarosława Kniaź.

Sam przebieg oględzin został opisany w krótki reportażu na stronie www.przetestowane.info pod linkiem. http://www.przetestowane.info/?p=200 . Można dodać, że na taki sposób oględzin prowadzonych w imieniu biegłego przez pracownika serwisu, pan biegły nie wnosił żadnych uwag. Uważam, że każdemu komu biegły odmówi nagrywania powinien o taką zgodę zwrócić się do Sądu lub odmówić uczestnictwa. Ja postanowiłem , pomimo nie wyrażenia zgody, nagrywać przebieg oględzin, gdyż nie mając nagranego materiału nie mógłbym nawet napisać tego artykułu. Bo proszę się zastanowić jak opisać wadliwości oględzin czy wręcz w/g mnie kłamstwach biegłego dysponując jedynie opinią napisaną przez tego biegłego i swoimi stwierdzeniami nie popartymi niczym innym jak stwierdzeniami ustnymi.

Opinia biegłego Pana Jarosława Kniaź zawiera 35 stron, natomiast uwagi i zastrzeżenia do opinii zawierają około 20 stron. Nie bez znaczenia jest fakt , że oględziny odbyły się 4 czerwca 2020 a opinię biegły wykonał w dniu 7 sierpnia 2020, co pokazuj e okres około 2 miesięcy na wykonanie opinii Zwracam uwagę na tej okres gdyż uważam , że przez tak długi okres mógł biegły uzyskać wiele informacji w dziale technicznym YAMAHA, w książce serwisowej dla tego modelu czy w książce obsługi na temat wykazanych w opinii uszkodzeniach.

Niekompetencją wg mnie można nazwać zapis w opinii biegłego w którym stwierdza, że stosowanie zamienników do napraw jest usankcjonowane prawnie rozporządzeniem Komisji Europejskiej tzw. GVO. Niekompetencja wynika z faktu, że dyrektywa GVO nie dotyczy motocykli, ponieważ dyrektywa GVO to inaczej Rozporządzenie Komisji Europejskiej nr. 461/2010 z dnia 27 maja 2010 która obowiązuje do dnia 31 maja 2023 roku. Biegły przywołuje dyrektywę GVO lecz biegły nie zadaje sobie trudu aby sprawdzić czy dotyczy ona motocykli.. W art. 7 stwierdza się ”1. Do celów niniejszego rozporządzenia stosuje się następu­jące definicje” oraz dalej, cytuję” g) „pojazd silnikowy” oznacza pojazd z własnym napędem, przeznaczony do wykorzystywania na drogach publicznych, wyposażony w co najmniej trzy koła”. Jak wynika z treści artykułów dyrektywa GVO dotyczy pojazdów wyposażonych w co najmniej 3 koła, a motocykl posiada dwa więc ich nie dotyczy.

Kolejna sprawą wg mnie jest, nie chcą używać mocnego słowa/ kłamstwem/, nieprawdziwe stwierdzenia , że motocykl posiada pękniętą tarczę hamulcową. Nawet biegły załączył zdjęcie tej tarczy wraz z pokazaniem rzekomego pęknięcia oraz znaku szczególnego tej tarczy. Jak się okazało „pękniecie” to zabrudzenie na tarczy i po jego wyczyszczeniu tarcza nie jest już pęknięta. Natomiast znak szczególny tej tarczy pozwala stwierdzić , że ta niepęknięta tarcza to ta samo jaka opisał biegły jako pękniętą. Oczywiście biegły może teraz twierdzić, że pod brudem jest pęknięcie i można to potwierdzić poprzez badanie mikroskopowe/ metalograficzne/. Czyżby biegły posiadał takie umiejętności rozpoznawania pęknięć metalu pokrytych brudem? Wg mnie jest to jedynie próba potwierdzenia na zasadzie napisałem ,ja mam rację i co mi zrobicie.

Kolejnym dziwnym zapisem w opinii Pana Jarosława Kniaź jest twierdzeniem, że pomimo naprawy motocykla z użyciem części regenerowanych i klejonych oraz lakierowanych nie ma przesłanek aby stwierdzić niezgodność naprawy motocykla z technologią producenta pojazdu, czyli YAMAHY. I tu wracamy do czasu 2 miesięcy „tworzenia’ opinii. Przez ten okres biegły nawet nie próbował zweryfikować swojej tezy. Natomiast osoba zainteresowana wystąpiła mailem do działu technicznego YAMAHY i dostała w ciągu paru dni jednoznaczna odpowiedź, że technologia naprawy producenta nie przewiduje żadnych regeneracji, klejenia czy lakierowania części a jedynie wymianę na nowe. Pytanie, dlaczego biegły nie weryfikował swojej tezy w dziale technicznym YAMAHA

Pan Jarosław Kniaź pomimo dysponowania osobą wykonującą w jego imieniu czynności mechaniczne i pomiarowe w pewnym momencie uznał dalszy pomiar zawieszenia przedniego urządzeniem MEGA-MAX Scheibnera za niepotrzebny, stwierdzając, że wystarczy pomiar czy oględziny wizualne. Na tej podstawie w stosunku do skrzywienia zawieszenia przedniego w opinii uznał, że można to skrzywienia wyregulować bez wymiany części. Niestety jest to kolejny wg mnie bubel opinii. W czasie wypadku uległa skrzywieniu dolna półka zawieszenia przedniego. Co prawda próbowano ją prostować, ale nie udało się i została nadal krzywa. Nie ma możliwości regulacji zawieszenia przedniego koła do wartości podanych przez producenta, jeżeli która kol wiek część tego zawieszenia jest skrzywiona ponad wymiary podane przez producenta. I jeżeli można jakoś zrozumieć sprzedającego, który nie chciał zapłacić około 2500 zł za nową dolna półkę zawieszenia przedniego, to trudno zrozumieć biegłego który wg mnie napisał w swej opinii nieprawdę. Można dodać, że takie skrzywienie jest niedopuszczalne i stanowi w czasie eksploatacji zagrożenia dla kierującego. Widać , że Pan biegły jednak uznaję możliwość regulacji zawieszenia i ustawienia zgodnie z danymi producenta. Panie Kniaź proponuje Panu łatwy zarobek z jednoczesnym udowodnieniem Pana twierdzenia. Ja osobiście proponuje abyśmy położyli po 5.000 zł a właściciel udostępni Panu motocykl w miejsce jakie Pan wskaże. Jeżeli zostanie dokonana regulacja przedniego zawieszenia zgodnie z książką serwisową producenta bez wymiana jakiejkolwiek części zabiera Pan całe 10.000 zł. Jeżeli nie 10.000 zł biorę ja. Czekam na Pana odpowiedź.

Tak jak wcześniej pisałem, te wszystkie nieprawidłowości mogę opisać tylko dzięki temu , że zostały nagrane oględziny i mam niepodważalne dowody z wypowiedzi i zachowań biegłego. A dobrym przykładem jest sprawa zgrzytu przy włączaniu I biegu. Sprawdzenie dokonywał pracownik serwisu i to on włączał bieg ze zgrzytem a następnie ta samą czynność powtarzał przedstawiciel strony powodowej. Co napisał Pan biegły? Pan Jarosław Kniaź w swej opinii stwierdził, że przedstawiciel powoda włączał bieg w sposób niewłaściwy i powolny co powodowano trzaski skrzyni biegów a taki sposób włączania jest błędny, z technicznego punktu widzenia. I tu należy poruszyć dwie sprawy. Pierwsza to dlaczego biegły nie napisał, że ze zgrzytem I bieg włączała osoba , która w imieniu biegłego wykonywała tą czynność. Druga sprawa dlaczego pomimo wniosku nie dokonano porównania włączania I biegu w innym motocyklu tej marki i modelu. Dlaczego o tym wspominam. W czasie oględzin w firmie K+K Motocykle porównano włączenie I biegu w innym motocyklu tej samej marki i jego samego modelu i stwierdzono brak zgrzytu przy włączeniu biegu. Aby wyeliminować przypadkowość próbowano w tym drugim motocyklu włączać tak bieg aby zazgrzytała skrzynia biegów. Niestety pomimo wielu prób nie udało się tego dokonać.

I sprawa wg mnie nie tylko podważająca kwalifikacje biegłego ale też go ośmieszającą. Tylna rama motocykla posiada poprzeczkę w której zamontowano zamek siedzenia. Pomiędzy tą poprzeczką a elementami podłużnymi ramy widoczne jest pęknięcie. Bezspornym wydawało się, że zostanie to opisane jako pękniecie w czasie wypadku. Pan biegły Jarosław Kniaź wg mnie wymyślił przyczynę i aż trudno w to uwierzyć, że zrobił to biegły. A więc wg biegłego pękniecie powstało w czasie eksploatacji motocykla a jego przyczyną była niewłaściwa pozycja zajmowana przez kierującego oraz jego duża masa. Aby uwiarygodnić swoja tezę, biegły załączył zdjęcia przykładowe, tzn. nie z badanego motocykla tylko jakieś inne pokazujące inną ramę tylna osobno i inne siedzenie osobno. Zapomniał lub celowo, trudno to stwierdzić, nie pokazał na zdjęciach wkładu wykonanego z tworzywa sztucznego umieszczonego przez producenta pomiędzy siedzeniem a tylna ramą, służącą do ustawiania wysokości siedziska. Gdyby nacisk był tak duży i powodował pęknięcie ramy to najpierw uszkodzeniu uległ by element z tworzywa sztucznego .Druga sprawą jest fakt, że motocykl był w eksploatacji do wypadku około 7000 km., a jego dopuszczalne obciążenie to 215 kg. To ile musiał by ważyć ten prowadzący motocykl i w jakiej siedzieć pozycji aby doprowadzić do pęknięcia ramy? Gdyby więc przy tak niskim przebiegu z przyczyn eksploatacyjnych pękła by rama to na pewno byłaby to wada fabryczna. Pomimo poszukiwań nie znalazłem podobnych wypadków. Można byłoby przytoczyć jeszcze inne „ ciekawe” tezy Pana biegłego Jarosława Kniaź, ale myślę, że to co jest opisane pozwoli wg mnie ewentualnym klientom zorientować się w stopniu znajomości zagadnień motocyklowych przez biegłego.

Teraz proszę się zastanowić jak taka „opinia” może wpłynąć na bieg sprawy sądowej.

Gdyby opinie otrzymał człowiek nie znający się na budowie motocykli i eksploatacji, przyjąłby ją bo przecież wykonał ją biegły sądowy i nie mając argumentów w postaci nagrania sprawa opinii byłaby nie do wygrania. Do oceny Państwa pozostawiam, czy chcielibyście aby w waszej sprawie wystawiał opinię biegły sądowy pan mgr inż. Jarosław Kniaź?

LK

Taras marzenie niespełnione

Wiosna za pasem, wiele osób marzy aby spędzić nadchodzące ciepłe dni przed swoim domem na pięknym tarasie. Wiele osób pomyślało o tym już w tamtym roku i uwierzyło pewnemu wykonawcy, który jednak nie tylko nie spełnił ich marzeń ale także pozbawił ich gotówki. Mowa jest o prawie 10 osobach, które wpłaciły w sumie około 100 tys. zł a tarasów nie zobaczyły.

Ale zacznijmy od początku. Zaczyna się jesień 2020 rok, jeden z inwestorów znajduje w Internecie ofertę wykonania trasu. Ładne zdjęcia miały świadczyć o profesjonalizmie wykonawcy. Wykonawca Pan Bartłomiej Jędrzejewski z Mieroszowa szybko umawia się na spotkanie i obiecuje profesjonalne wykonanie trasu oraz dostawę materiału. Wszystko wygląda dobrze. Inwestor podpisuje umowę i przelewa na wskazany rachunek bankowy 44 1140 2004 0000 3102 7411 7836 (numer rachunku ma znaczenie) 6 tys. zł na zakup materiału – przede wszystkim desek modrzewiowych z Syberii. Taras miał być zrobiony w dwa dni na przełomie stycznia i lutego 2021 roku.

Bartłomiej Jędrzejewski – źródło FB

Inwestor spokojnie czeka, mija listopad, grudzień i zaczyna się styczeń 2021 roku. Próby kontaktowania się  wykonawcą zaczyna być problemy, nie odbiera, nie oddzwania nie odpisuje na smsy. W końcu okazuje się że jest chory, nie może odebrać bo prowadzi auto, jest zajęty… W końcu odzywa się że wszystko jest ok i pod koniec stycznia zacznie prace. Niestety tu znów wykonawca znalazł problem a to śliska droga a to +5 stopni to za niska temperatura, a to że montaż dwóch belek mu się nie opłaca. I znów brak kontaktu z wykonawcą. W końcu inwestor wysyła pismo wyznaczając termin rozpoczęcia wykonania umowy na dzień 19 lutego – bez odpowiedzi. I tu zaczęły się pojawiać opinie na temat Pana Jędrzejewskiego – niezbyt przychylne pisząc delikatnie i niezbyt pocieszające inwestora.

opinie na temat Bartłomieja Jędrzejewskiego
kolejne opinie na temat Bartłomieja Jędrzjewskiego

Inwestor rozpoczął dokładniejsze sprawdzanie Pana Bartłomieja Jędrzejewskiego i szybko okazało się, że nic dobrego z tego nie będzie. Otóż przelana w listopadzie kwota 6000 zł trafiła na banków żony Pana Bartłomieja Jędrzejewskiego, Justyny Jędrzejewskiej. Szybko też udało się ustalić dlaczego tak się stało. Otóż Bartłomiej Jędrzejewski od 2011 roku ma duża egzekucję komorniczą i zresztą nie tylko tę jedną. W ten oto sposób chciał jej uniknąć.

Egzekucje prowadzone przeciwko Bartłomiejowi Jędrzejewskiemu.

komornik Justyna Piasecka – GKM 28/20 – Wałbrzych

komornik Anna Stępniak – GKM 2/20 – Lubin

komornik Witold Michalski – KMP 15/11 – Wałbrzych

Kiedy już wydawało się inwestorowi że Bartłomiej Jędrzejewski rozpłynął się niespodziewany jego telefon zaskoczył inwestora. Wykonawca powiedział, że w dwa dni wszystko zrobi tylko nie wie jakie kolory uchwytów (wyraźnie zapisane w umowie) oraz jaki kolor lakieru. Kiedy inwestor zapowiedział że w takim razie podjedzie do Mieroszowa, przywiezie olej do lakierowanie desek i chce sobaczyć swoje drewno; wykonawca oczywiście się zgodził a potem zamilkł już na stałe. Inwestor został bez tarasu i bez 6000,00 zł…

Próbowaliśmy się skontaktować z Panem Bartłomiejem Jędrzejewskim i Panią Justyną Jędrzejewską jednak nie odpowiedzieli na nasze maile, smsy i telefony.

Udało się nam także rozwikłać zagadkę pięknych zdjęć jakie Pan Bartłomiej Jędrzejewski umieszcza w swoich ogłoszeniach sugerując, iż zdjęcia te przedstawiają jego prace.

ogłoszenie Bartłomieja Jędrzejewskiego
strona z której Bartłomiej Jędrzejewski pobrał zdjęcie
ogłoszenie Bartłomieja Jędrzejewskiego
strona z której Bartłomiej Jędrzejewski pobrał zdjęcie

Osoby poszkodowane przez Pana Bartłomieja Jędrzejewskiego prosimy o kontakt z naszą redakcją – sprawą działalności małżeństwa Jędrzejewskich zajmuje się obecnie prokuratura.

Bartłomiej Jędrzejewski, zam. 58-350 Mieroszów, ul. Wysoka 15; NIP: 8862945240; prowadzący działalność gospodarczą w Mieroszowie, ul. Mickiewicza 24; tel. 530138212

Justyna Jędrzejewska, zam. 58-350 Mieroszów, ul. Wysoka 15; NIP: 8862915055; prowadząca działalność gospodarczą w Mieroszowie przy ul. Mickiewicza 24

Silnik kompletny KTM – z Trzebnicy

Swojego czasu klient kupił motocykl KTM SXF 250. Nacieszył się nim całe kilka dni, gdyż potem coś stuknęło i silnik nie chciał odpalić. Po demontażu głowicy i cylindra okazało się, że wykonana tzw. naprawę do sprzedaży. A ponieważ motocykle wyczynowe w tym KTM nie mają gwarancji klient chciał naprawić silnik. Koszty jednak naprawy były nieopłacalne. Klient za radą serwisu zdecydował się na zakup używanego silnika. Po poszukiwaniach znalazł na OLX ogłoszenie użytkownika „BRAJAN” z Trzebnicy.

Na załączonym zdjęciu widać było brak jednego zaworu ssącego. Zadzwoniliśmy pod wskazany numer telefonu w ogłoszeniu i zapytaliśmy dlaczego silnik jest w częściach skoro w ogłoszeniu napisano kompletny. BRAJAN stwierdził, że silnik rozebrał gdyż zatkaniu????? uległy otwory olejowe wałków rozrządu. Uległy one zatarciu ale są po regeneracji i należy je tylko poskładać? Ponieważ wg naszej wiedzy, producent nie dopuszcza regeneracji wałków odpowiedzieliśmy, że dziękujemy ale wałki się nie regeneruje i dla nas ten silnik nie nadaje się.

W tym miejscu należy stwierdzić, że w Polsce ze względu na różne przesłanki regeneruje się prawie wszystko, od prostowania lag, tarcz hamulcowych, felg , głowic, zaworów itd. Faktycznie obniża to koszty naprawy ale czy jest bezpieczne i jaką trwałość mają takie regeneracje przekonał się między innymi klient z KTM, który po kupnie pojeździł nim kilka dni. Ale to temat na inny artykuł.

Wracając do tematu „BRAJANEK” postanowił „nauczyć” kup. Więc wysłał sms na który wysłaliśmy odpowiedź. Do oceny Państwa pozostawiamy wnioski tej korespondencji.

BRAJAN:  Panie na emeryturę niech pan idzie bo o silnikach to pan pojęcia nie ma! A wałki regenerowane są u ………/ nazwa wykreślona przez autora/ i ich wytrzymałość ścierna jest wyższa ze względu na ozonowanie i twardość 60 HRC

Ja: Chętnie z panem podyskutuję na temat silników w tym do KTM. Po prostu szuka Pan naiwnego. Mam propozycję, położymy po 5 tys. I wyślemy zapytanie do KTM Bratysława w sprawie regeneracji wałków. Kto wygra bierze 10 tys. Ja twierdzę, że wałków się nie regeneruje.

Cisza więc zapytanie.

Ja:  Co fachowiec wymięka?

BRAJAN:  Niech pan wyśle zapytanie do KTM Wrocław. Tam pracuje od 15 lat.

Ja:  mam adres tez do Austrii, mażemy tam wysłać

BRAJAN: No to pan światowy

Ja:  No tak to wygląda. To poproszę o adres do Wrocławia gdzie potwierdzą, że można regenerować wałki rozrządu.

BRAJAN:  Jaki serwis to Panu poświadczy? Mówię co wiem z praktyki. Tak samo olej? Na serwisie leje dedykowany a z praktyki jak bym Panu powiedział co zalewam prywatnie to by pan mnie wyśmiał. Tyle ze z praktyki prywatnej zużycie części na moim oleju jest zdecydowanie mniejsze o jakieś 25% ale nieważne. Pozdrawiam dobranoc

Ja: To jak z tym zakładem i z adresem Pana ktm

Wg mnie BRAJAN to jeden z wielu mechaników, którzy wiedza lepiej jak inżynierowie z fabryki KTM jak należy naprawiać i jakie środki eksploatacyjne używać. Myślę, że gdyby BRAJAN udowodnił  że  na jego oleju zużycie części jest 25% mniejsze nie musiałby regenerować wałków rozrządu aby sprzedać silnik na OLX.

Jak MOTORLAND z Wrocławia zmagał się z badaniem FJR1300

Na początku czerwca tego roku oddano do ASO we Wrocławiu do zbadania powypadkowy motocykl YAMAHA FJR 1300. Ponieważ jest to salon w nowym miejscu przy tym Autoryzowany Dealer YAMAHA sądziliśmy, że i miejsce będzie wypełnione odpowiednimi sprzętem i badanie motocykla pokaże profesjonalizm obsługi. Przy badaniu był obecny Pan Kacper Kamiński jako właściciel salonu oraz mechanik. Nikt nam nie przedstawił mechanika więc po krótki poszukiwaniach okazało się, że przeprowadzającym badanie będzie Pan Andrzej Adach. Niby wielki sklep, dużo towaru ale jak poprosiliśmy o możliwość skorzystania z toalety odmówiono nam. Trudno, dobrze, że w okolicy są inne lokale.

Drugie zdziwienie to takie, że motocykl wprowadzono do pomieszczenia gdzie zalegały różne rzeczy, nie mówiąc że nie było tam podnośnika do motocykli, a więc wszystko odbędzie się na zasadzie tzw. „garażowej” a chcąc zobaczyć spód motocykla należy się położyć

MOTORLAND Wrocław

Zdziwiło to nas gdyż nie takie standardy YAMAHA pokazuje na swoich stronach a tu nagle Firma , która ma statut ASO we Wrocławiu i Krakowie prezentuje nam się jak garaż u przysłowiowego Józka. No może Panowie Kamiński i Adach tak lubią .

Myśleliśmy, skoro warunki nie ciekawe to może badanie wyjdzie perfekcyjnie a Pan Adach okaże się fachowcem godnym ASO YAMAHA. Niestety już po kilku minutach okazało się, że Panowie wg nas raczej powinni robić coś innego niż obsługę motocykli.

Aby zdjąć koło motocykl postawiono go na nóżkach centralnych. Pan Kamiński nacisnął tył motocykla a Pan Adach podłożył dwie belki pod rury wydechowe. Trzeba przyznać, że jest to sprytne tylko czy bezpieczne i czy tak powinno wyglądać w ASO YAMAHA?

MOTORLAND Wrocław

Pan Adach przystąpił po demontażu przodu do sprawdzenie czy rury/ lagi/ amortyzatorów nie są skrzywione. To w jakich sposób mierzył na początku rury przyprawiło by o śmiech przeciętnego motocyklistę dokonującego amatorsko napraw swojego pojazdu

MOTORLAND Wrocław

Panie Andrzeju aby pomierzyć lagę należy ją zdemontować a na pryzmach ustawić samą rurę a nie z obudową.

Zaczęliśmy się obawiać, czy Pan Adach ma jakieś przygotowanie zawodowe, czy tylko chęci i możliwości. W niedługim czasie okazało się, że nasze wątpliwości są słuszne. Po pomiarze zawieszenia przedniego Pan Adach na pytanie czy zawieszenia jest krzywe, potwierdził, że krzywa jest półka dolna a po chwili dodał, że takie odchyłki/ skrzywienia/ występują przy każdej normalnej eksploatacji . No zrobiło się nieciekawie bo jeżeli w czasie normalnej eksploatacji ulega skrzywieniu dolna półka to nie wiem czy chce taki motocykl. A będąc dociekliwym spytaliśmy o wielkość tego skrzywienia. I tu Pan Andrzej Adach nas zaskoczył bo powiedział dosłownie „nie będziemy tak rozmawiać”. To pytanie jak potencjalny klient ma się odnieś do takich stwierdzeń? Coś jest dobre albo złe. Coś jest krzywe albo proste.

Na pewno trzeba uważać na wypowiedzi i stwierdzenia mechanika ASO YAMAHA Wrocław Pana Andrzeja Adacha. Dla przykładu stwierdził , że motocykl YAMAHA FJR 1300 nie ma złącza diagnostycznego albo w drugi przypadku, że nie można zdiagnozować FJR 1300 jeżeli w komputer nie wpisze się numeru VIN. I tu już wyszło prawie jak w kabarecie. Pan Adach chciał to potwierdzić YAMAHA POLSKA w dziale wsparcia technicznego. W czasie rozmowy telefonicznej z przedstawicielem wsparcie technicznego dowiedział się, że nie ma racji. Co ciekawe takiej diagnostyki można dokonać przy pomocy przycisków na liczniku motocykla. Czyżby autoryzowany przedstawiciel nie wiedział lub nie miał dostępu do książki napraw?

I najciekawsza rzecz. Która spowodować może, że nie kupię motocykla marki YAMAHA. Przy włączeniu I biegu słychać zgrzyt. Może to być spowodowane uszkodzeniem skrzyni biegów, mechanizmu włączania lub sprzęgła. Pan Andrzej Adach włączył kilkakrotnie I bieg i coś zgrzytało. Stwierdził, że nie ma się do czego przyczepić tak mają wszystkie. Oczywiście poprosiliśmy o potwierdzenia, że skrzynia jest dobra na piśmie i tego nie uzyskaliśmy.

Na koniec trochę o kulturze obsługi. Pan Kacper Kamiński jak twierdzi jest właścicielem ASO YAMAHA Wrocław. Niepotrzebnie emocjonalnie podchodzi do ludzi bo przysporzy mu to więcej wrogów niż zwolenników. W tych emocjach używa stwierdzeń nie bardzo pasujących do przedstawiciela firmy YAMAHA. Jest nieważne w jakich okolicznościach to powiedział. Do oceny Państwa pozostawia skierowane do klienta wypowiedzi:

„bieg należy wbić a nie macać jak babę”

„świeca może nie jest chu..wa”

„pan jest jednak wariat”

„pan robi z ludzi wariatów”

Reasumując, uważamy, że motocykle YAMAHA są doskonałe i warto mieć jeden z modeli tego producenta, jednak należy zawsze pamiętać kto ma je obsługiwać.

LK

Bezprzewodowa myszka SilverCrest z Lidla

Jakiś rok temu zakupiliśmy w sklepie LIDL dwie ergonomiczne myszki SilverCrest. Były one używane dość intensywnie właściwie codziennie. Efekt naszego testu jest dość oczywisty i jednoznaczny.

Myszka ergonomiczna SilverCrest zakupiona w LIDLu

Myszki są rzeczywiście ergonomiczne i wygodne w codziennym użytkowaniu. Działają właściwie bez zarzutu do momentu aż boku nie zacznie wypływać klej, którym przyklejony był gumowy element. Kciuk i część ręki poklejona zostaje lepka mazią i właściwy muszka jest do wyrzucenia.

Wypływający klej z myszki

Owszem zdajemy sobie sprawę że marka SilverCrest to nie jest top ale chyba jednak LIDL powinien zdbaać trochę bardziej o jakość sprzedawanych tak nieskomplikowanych produktów jak myszka komputerowa.

Niestety nasza rekomendacja może być jedynie negatywna. Szkoda bo sama idea myszy ergonomicznych jest naprawdę OK ale wykonanie w tym wypadku fatalne.